Maria Jełowicka


Tkanina artystyczna to jedna z najbardziej trudnych i szlachetnych dziedzin sztuki. Maria Jełowicka zajmuje się tą twórczością od trzydziestu lat, prezentując ją na wielu ważnych wystawach zbiorowych i indywidualnych, które ugruntowały jej znaczącą pozycję wśród twórców tkaniny artystycznej. W 2001 roku trzy prace jej autorstwa zostały zakwalifikowane na prestiżowe Triennale Małych Form w Łodzi. Sumiennie trzeba przyznać, że są to prace wysokiego lotu. Stanowią przepiękne, to wielobarwne lub bardziej stonowane wizje przestrzenne, abstrakcyjne i metaforyczne, które oglądane z pewnego oddalenia wydają się być wręcz malarskimi obrazami. A trzeba pamiętać, że jest to rękodzieło, polegające na snuciu i przeplataniu kilometrów różnobarwnych i różnogrubych, często opornych, materialnych „wątków”. Niejeden malarz mógłby pozazdrościć tej autorce wizualnej ekspresywności, nasyconej nastrojem, emocją i myślą.

Maria Jełowicka jest członkiem Związku Polskich Artystów Plastyków. Jej prace znajdują się w kolekcjach prywatnych w Polsce, a także poza granicami kraju – w Kanadzie, USA, Włoszech, Anglii, Niemczech, Szwecji. Oddaje prace na aukcje charytatywne. Wierzy, że tkanina artystyczna zachowa należne jej miejsce w sztuce.

Nie są to tradycyjne „płaskie” tkaniny oparte na technice wątku i osnowy... lecz zupełnie nowatorskie, bardzo odkrywcze formy plastyczne, mające także zalety obrazu i płaskorzeźby (trójwymiarowość). Miniatury wykonane są z szarego i białego włókna o różnych odcieniach, nitka biegnie w nich rytmicznie w zmiennych kierunkach, układając się w sploty rożnej grubości i tworząc w rezultacie czytelną, starannie przemyślaną kompozycję. Oprawione w ramkę i przykryte szkłem, sprawiają wrażenie zamkniętych kasetonów, skrywających w pogłębionym, trójwymiarowym wnętrzu jakiś skrawek świata, pobudzający dzięki takiemu ujęciu w kontemplacji. Pomysły do tych małych form czerpie artystka z architektury. przyrody i domowego otoczenia.

Te większe, wielobarwne kompozycje, tylko z bliska rozpoznać można jako prace wykonane z włókna, natomiast z pewnego oddalenia wyglądają, jak rzeźbione i malowane pejzaże. Zalecają się przestronnością, który to efekt uzyskuje autorka dzięki specjalnemu formowaniu wedlug własnej, samodzielnie opracowanej metody. Prace te (np. „Gody”, „Ogród magiczny”) wyróżniają się czystą, harmonijną kolorystyką oraz klarowną, rytmiczną formą. Dzięki pewnej abstrakcyjności stanowią subtelne uogólnienia, zdolne wprowadzić w pozytywny nastrój i pozytywne myślenie. To bardzo piękne prace.

Hugon Bukowski


Artystka o swojej technice

Tkaniną artystyczną zajmuję się od 35 lat. Do roku 1998 wykonywałam tkaniny płaskie na ramie. Od roku 1998 wypracowałam i wykreowałam tkaninę przestrzenną. W ramkach odkryłam wprost nieograniczone możliwości ułożenia i napięcia osnowy, na której mogłam tkać w dwóch lub trzech płaszczyznach, co spowodowało wejście wytkanej formy w głąb obrazu. Ponieważ miniatury są delikatne, a naturalny kolor wełny precyzyjnie tkany mógłby ulec zniszczeniu, postanowiłam "zamknąć" je pod szybą. Pierwsza prezentacja moich miniatur miała miejsce w roku 1999. Przez dwa lata pracy powstało przeszło 70 obrazów. Sposób, jaki zastosowałam w miniaturach przeniosłam na większe tzw. "małe formy tkackie" (60 x 60 x 60 cm). W pracach tych zastosowałam kolor, co pozwala wyrazić myśl nie tylko przestrzenią. W większych ramach znalazłam możliwość wydobycia czwartej płaszczyzny, co daje dodatkowe możliwości przestrzenne. Ramy (w obrazach blejtramy) stanowią integralną część tkaniny, w związku z czym zrezygnowałam z nabijanych na ramie gwoździ, co stosuje się powszechnie. Zastosowałam natomiast nacięcia na brzegach ramy, na której oplatam odpowiednio do zamierzenia osnowę. Każdy projekt wymaga odrębnego przygotowania i napięcia osnowy. Ten sposób pozwala mi pozostawić każdą część wytkanej pracy na swoim miejscu. Do wykończenia pracy potrzebna jest rama zamykająca całość - tak, jak w obrazach malarskich.



W GALERII TeKa Kwiecień 2005 r. - Dorota Pędzieszczak

„Kształty i Znaki” – Tkaniny Pani Marii Jełowickiej.

Pani Maria Jełowicka od przeszło trzydziestu lat zajmuje się tkactwem. Jest to – jak mówi – jej pasja. Jako swoich mistrzów i przewodników po arkanach tej sztuki wymienia artystów plastyków: Halinę Kwiatkowską, Zbigniewa Kota, Annę Trochim i Delfinę Krasicką. W ostatnich latach wypracowała swój własny styl: tkaniny przestrzenne wykonane przede wszystkim z żywej kolorowej wełny. W roku 2001 została przyjęta do Związku Polskich Artystów Plastyków. Prace swe prezentowała już wielokrotnie na indywidualnych i zbiorowych wystawach m.in. Na Triennale Małych Form w Łodzi [2001r.] w Kordegardzie w Łazienkach Królewskich, na wystawie w warszawskim Domu Artysty Plastyka, zatytułowanej: „Sztuka Włókna 2004 – europejski ślad. W Krośnie, na Międzynarodowym Biennale „Z krosna do Krosna” otrzymała wyróżnienie za pracę ”Pole lniane”. Tkaniny Pani Marii znajdują się w prywatnych kolekcjach w Polsce i zagranicą. Artystka bierze udział w akcjach charytatywnych. Wystawiając swe prace na aukcjach, wspomaga między innymi akcje na rzecz dzieci dotkniętych autyzmem , szpital w Tworkach, Dom Aktora

Tkaniny Pani M.Jełowickiej mieliśmy przyjemność oglądać na przełomie lutego i marca . Wernisaż wystawy odbył się 12 lutego 2005 r. – To już druga, po kilkuletniej przerwie, wystawa Artystki w Galerii Te-Ka. Tym razem zaprezentowała nam swoje collage – abstrakcyjne kompozycje przestrzenne z surowego płótna lnianego i innego tworzywa, takiego jak: pleksiglas, lusterka, drewniane kule. Te „nietypowe” dla twórczości Artystki prace, są – jak mówi – przygodą w jej życiu, ponieważ największą pasją Pani Marii pozostaje tkactwo – tworzenie „obrazów” za pomocą żywej, różnobarwnej wełny. Surowe w doborze materiału i w swym nastroju, „skromne” kompozycje płócienne mają się do jej kolorowych tkanin niczym grafika do obrazu.. I zdają się być dla odbiorcy większym niż obraz wyzwaniem, bo jak abstrakcyjna grafika- przemawiają do nas poprzez formę, kształt, układ linii, sposób organizacji przestrzeni; są trudniejsze w odbiorze niż kolorowe tkaniny Artystki, gdzie również  k o l o r  odgrywa istotną rolę, wskazuje drogi – bo może być ich przecież wiele interpretacji. „Prostota” zatem zaprezentowanych na wystawie prac jest pozorna – są one symbolami, „znakami” Autorskiej myśli. Pani Maria nadaje swoim płótnom tytuły, grupuje je w cykle, biorąc pod uwagę ich formalne podobieństwo bądź dominujące tworzywo, z którego zostały wykonane, lub - ich „treściową” bliskość. I tak mamy na przykład cykl z kulami, czy też cykl z okienkami z pleksiglasu. Artystka zdumiewa czasem i zaskakuje swoimi asocjacjami, pozornie swobodnymi skojarzeniami między „obrazem” a nadaną mu nazwą . „Sen” na przykład, to wykonane z płótna lnianego kostki, niektóre w naturalnym, szarym kolorze, niektóre pomalowane na czarno. Kostki te znajdują się w głębi „materiałowej niszy” . Odnosi się wrażenie, że są w nieustannym ruchu: „przemieszczają się”, „włażą” jedna na drugą, „pulsują”. Kojarzą się z klatkami filmu, nie tworzą jednak – jak film- logicznego ciągu. Są w swym układzie tak alogiczne, jak alogiczna wydaje się być treść marzenia sennego w porównaniu z uporządkowaną jawą.

Bardzo ciekawy i intrygujący jest cykl z kulami. W jego skład wchodzą cztery collage „Początek”, „Wyłom”, „Katastrofa”, „Koniec”. Na każdym z nich – kulka wielkości piłeczki tenisowej. Należałoby się może najpierw zastanowić, abstrahując jeszcze na razie od prezentowanych w tym cyklu prac, co może symbolizować ta geometryczna figura. Wprawiona w ruch – podskakuje, turla się , toczy, obraca wokół swojej osi lub kołysze się wahadłowo- ożywa. Może być zatem symbolem życia. A jak się ma takie „rozumienie” wyabstrahowanej kuli do prac ze wspomnianego wyżej cyklu? Obrazy z cyklu układają się przypadkowo(?) w historyjkę , krótką opowieść o życiu.


Pierwszy „rozdział” to kompozycja: „Początek” – brązowa jak nasienie, bulwa czy cebulka kwiatu – kula „wypuszcza” na wszystkie strony nitkowate korzenie, zakorzenia się w życiu, zaczyna poić się życiodajnymi sokami ziemi, ożywa. To właściwie dopiero – powiedziałabym – prapoczątek, bo oto otwieramy drugi rozdział: „Wyłom” . Na tym płótnie – zielona kula, „przedziera się” przez zrobiony w materiale podłużny otwór, wydostaje się na zewnątrz. To – można powiedzieć nasienie wzmocnione sokami ziemi, przebija się przez ziemię, wydobywa się ze stanu śnienia po to, by prawdziwie i samodzielnie zaistnieć, by odbyć swoją własną, niepowtarzalną drogę ku- Światłu. Czyż nie jest to wielka metafora losu ludzkiego? Kolejny collage: „Katastrofa”. Ponaszywane płótno (lub ponaklejane) skrawki materiału ... jakby fragmenty czegoś: ruiny? Gruzy? Pośród nich – kula. Przypomina kolczastą minę wodną. Jest sprawczynią zła? A więc to może katastrofa statku lub katastrofa Ziemi? Kula symbolizująca życie – stała się niszczycielską siłą. Kula jako człowiek „uzbrojony w rozum”(?), ekspansywny, bezkrytyczny wobec siebie, ślepy na skutki swego na Ziemi działania? Człowiek – „rozrywająca się bomba” unicestwia swój świat, ale przecież i siebie. Kompozycja: „Koniec” - na płóciennym tle, w niszy, zamykającej się stożkowo u góry – leży czarna kula. Czerń – symbol śmierci, kula – „umarła”, ponieważ straciła możliwość poruszania się, jej ruch ograniczony został poprzez pochyłe ściany stożka. Już nie podskoczy, ani nie poturla się , ani ... To - nasuwa się skojarzenie – symboliczna „śmierć duszy za życia ciała” . Ściany stożka napierają na kulę ,ograniczona w swej wolności i niezależności (pozwoliła na to, czy nie miała wyjścia?) „kula-dusza” zastyga, umiera. „Zacieśniły się” jej „horyzonty” - możliwość wejrzenia w to, co na górze. O jaką wolność może tu chodzić? Może o wolność myśli? O możliwość i świadomy wybór własnej drogi przez życie? O odwagę, którą daje poczucie wolności, by wziąć odpowiedzialność za swoje czyny, myśli, skutki swego działania i myślenia.

Niezwykle interesujący jest też cykl z przezroczystymi okienkami z pleksiglasu. Przypomina witraże. Na każdym z płócien – dwanaście okienek. W nich symbole i znaki ludzkich wierzeń, myśli, działania: but, ręka, nuty, ludzie trzymający się za ręce, labirynty, piramidy, krzyżyk, ryba, gwiazda Dawida.... To jakby obrazkowe pismo, w którym opowiedziana została historia ludzkiego istnienia: kim byliśmy, kim jesteśmy i – jacy jesteśmy?

Sztuka abstrakcyjna – a taką prezentuje na wystawie Pani Maria Jełowicka – stwarza wiele możliwości interpretacji. Trzeba tylko wczytać się w te znaki i kształty, by odkryć coś dla siebie, coś co poruszy naszą myśl, każe zadumać się nad sensem życia i śmierci. Abstrakcji nie da się, a nawet nie uda czytać „wprost” . Gdy próbujemy tak czynić - widzimy tylko formy, linie, geometryczne kształty, plamy, ciekawie może skomponowane, lecz martwe, milczące. Podziwiamy wówczas zewnętrzność dzieła, zapominając o przekazie emanującym z jego wnętrza. To tak jakby kupić książkę ze względu na jej ładną okładkę i nawet wcale nie otwierając jej – odłożyć na półkę. Obrazy nie są do ozdoby ścian, tak jak książki nie są po to, by ozdabiały nasze półki.

Twórczość artysty, jak słusznie zauważa ks. Tomasz J. Król  „jest jednym ze sposobów przedstawienia świata obserwowanego. Człowiek bogaty w swych myślach, wyobrażeniach i możliwościach sprawia, że martwy materiał żyje tym jego wyobrażeniem, myślą.”

Sztukę- w tym również abstrakcyjną- ożywia także myśl i wyobrażenie aktywnego odbiorcy.

DOROTA PĘDZIESZCZAK

Portal działa w oparciu o następujące technologie: php - SQLite - ADOdb - STE • Realizacja: Anna Wrochna • Kontakt: redakcja-MAŁPA-galeriamalarstwa.pl •